piątek, 15 marca 2013

Siemię lniane - start!



Już od jakiegoś czasu nakładałam "pana glutka" na włosy, ale nie umiałam być w tym zbyt systematyczna. Wiadomo, że samo gotowanie glutka trochę zajmuje, potem ostygnięcie i nakładanie na włosy, którego nakładanie nie jest na poziomie easy. Nie lubiłam jak mi spływał z włosów do brodzika, ech...
Wreszcie zaczęłam rozmawiać z Czarną Wiedźmą, która doradziła mi picie siemienia. Sama na swoim blogu bardzo zachwala jego działanie. Trochę poczytałam i już od poniedziałku zaczęłam go pić. Nie minął nawet tydzień, więc nie powiem nic o działaniu, bo nie czas jeszcze na to. Obiecuję, że po miesiącu dodam opinię na temat picia lnu :)

Jak go przyrządzam? Poczytałam, że najlepiej wstawić na noc do lodówki i wypić rano. Tak też zrobiłam.
Wsypałam łyżkę ziarenek do kubka, zalałam do połowy zimna wodą i wstawiłam na noc do lodówki. Rano wyjmuję go z lodówki. Woda ma konsystencję lekkiego żelu, do którego dolewam sok malinowy i trochę ciepłej wody. Niestety zimna woda nie smakuje mi zbyt  przyjemnie, więc ze względów smakowych wolę wypić len z sokiem malinowym i trochę cieplejszy. Na czczo wypijam zawartość tak przyrządzonej mikstury, jednocześnie dokładnie gryząc ziarenka.

Słyszałam, że ziarenka zalane zimną wodą, nie tracą witamin!

Za miesiąc dam znać jak len wpłynął na moje włosy, skórę, paznokcie i całą resztę :)

Pozdrawiam :)

pochodzenie zdjęcia: http://wieczniemloda.com/siemie-lniane-do-wlosow-jako-maseczka-efekty-przepis-i-dzialanie-4745/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chętnie poznam Twoją opinię.
Bardzo dziękuję za komentarze.
Jednocześnie staram się na wszystkie odpowiedzieć. :)